1988 r. Transfer w NRD

Transfer w Lipnie

Jesienią, w listopadzie 1988 r. zespół "Transfer" został zaproszony na kilkudniowy pobyt do DDR-owa, w ramach wymiany pomiędzy Lesznem i Suhl. Nocowaliśmy w bungalowach w jakimś ośrodku wypoczynkowym, położonym w lesie, wtedy blisko granicy z BDR, więc wtedy o robieniu tam zdjęć nie było mowy.

Zespół zgodnie z umową w kilka dni objechał większe wioski położone wokół Suhl, gdzie graliśmy w tamtejszych świetlicach. Miały to być koncerty, takie do dwóch godzin, ale miejscowym nasze granie tak się spodobało, że większość tych imprez kończyło się grubo po północy. Oczywiście zadbaliśmy o to, aby te imprezy ze sztywnych koncertów, przekształciły się w typowe zabawy taneczne.

Fama, że gramy nieźle do tańca szybko się rozniosła, więc lokalna kapela z Meiningen "wyzwała" nas na pojedynek muzyczny i zaproponowali, żebyśmy zagrali z nimi na zmianę w największej sali w mieście. W naszych okolicach w tamtym czasie tego typu imprezy zwane były maratonem. Z tym, że chyba Niemcy zakładali, że to będzie granie typu koncert, tak ze dwie godziny oba zespoły na przemian. No cóż, wyzwanie trzeba było podjąć. W wyznaczony dzień podjechaliśmy naszym autobusem pod budynek, który z zewnątrz skojarzył mi się z czymś na wzór wrocławskiej Hali Ludowej, tylko mniejszej. A w środku była przestrzeń na 3 tysiące lub więcej widzów.

Tradycyjnie, kiedy weszliśmy na salę, gospodarze wyzywający na "pojedynek" byli już rozstawieni na scenie i gotowi, żeby się z nami rozprawić. Kiedy zobaczyliśmy ich sprzęt akustyczny, to szczęki nam opadły. Na przodzie stał nowiutki zestaw ElectroVoice 2 x 800W. My w autobusie mieliśmy "samoróby" na "tonsilowskich" głośnikach estradowych 2 x 300W, więc zaczęliśmy się śmiać, tak przez łzy i mówić między sobą, co my tu z naszymi "sierściami" zrobimy. Ale zaczęliśmy wynosić te nasze klamoty, które wielkością ze trzy razy przewyższały sprzęt miejscowych. Wtedy oni, nie wiedząc, co my mamy w tych "kanałach", wsiedli w swojego "trampka" z przyczepą i za kilka minut zjawili się z drugim takim samym zestawem ElectroVoice.

Wtedy do chłopaków powiedziałem, trudno, polegniemy, ale przynajmniej nie walkowerem. Trochę szansy widziałem w tym, że miejscowy zespół grał w czwórkę, bez perkusisty i nie miał akustyka. Nagłośnieniem sterował wokalista, który ponadto ustawiał i włączał automatycznego perkusistę. Takie zespoły z mechanicznym perkusistą, w stosunku do kapeli grającej w pełni "na żywo", w tamtych czasach brzmiały bardziej płasko, bez tej dynamiki, którą zapewniał żywiołowy pałkarz.

No i zaczęło się granie. Na salę weszło kilka tysięcy młodzieży i porozsiadało się pod ścianami tej hali. Oni chyba przyszli na koncert. Pierwsi oczywiście zagrali gospodarze. Było, jak przewidywałem, super poprawnie od strony wokalnej, bo angielski wokalista miał opanowany perfekcyjnie i bardzo poprawnie jeśli chodzi o grę instrumentów. Ale muza była, jak z magnetofonu - płaska. Po nich zagraliśmy kilka numerów z polskimi tekstami, aby zobaczyć, jaka będzie reakcja widowni i nie pokazywać, że jesteśmy z angielskim na bakier. Od początku spore zainteresowanie miejscowych, zwłaszcza dziewczyn, wzbudził nasz gitarzysta, Sławek "Pierzasty", który "wymiótł" parę solówek i zrobiło się nam jakoś raźniej. Z chłopakami ustaliliśmy, że w następnym wejściu zagramy coś, co zawsze podrywało na naszych zabawach do tańca, bo parkiet na środku sali cały czas był pusty. W międzyczasie "podstroiłem" trochę nasze nagłośnienie, bo ta hala miała taki pogłos, że te EV gospodarzy raczej dudniły i oni mieli kłopoty z czytelnością i selektywnością. Ponadto w przerwie grania postanowiliśmy ugościć po polsku naszych konkurentów i zaserwowaliśmy po dobrej dawce czegoś mocnego. Oczywiście to przełamało pierwsze lody i gospodarze przestali nas traktować z góry. Kiedy wyszliśmy na kolejną rundę, to zagraliśmy coś z tego repertuaru: Pet Shop Boys - Always on My Mind, Phil Collins - Another Day In Paradise, Phil Oakey - Together in Electric Dreams, Richard Marx - Hungry Eyes i Queen - A Kind Of Magic. Będąc ciągle jeszcze aktywnym DJ, postarałem się wciągać widownię do tańca, no i oczywiście parkiet powoli zaczął się wypełniać. Wtedy naszym konkurentom opadły szczęki, że młodzież chce tańczyć, a nie tylko słuchać. Potem były kolejne zmiany. Gdy grali Niemcy, parkiet był pusty, a gdy my - na parkiecie robił się ścisk. W przerwach wyssaliśmy wszystkie "procentowe" płyny, które mieliśmy jeszcze w zapasie i wyprawa umyślnego w miasto zakończyła się informacją, że w okolicy zabrakło 38-procentowej "Crystal".

Zespół miejscowy zdecydował postawić wszystko na jedną szalę, zagrał "trójkę": Scorpions - Still Loving You, Deep Purple - Perfect Strangers i chyba Europe - Final count down. Wtedy my postanowiliśmy, że "albo rybki, albo akwarium", więc zagramy to samo. Kiedy "Pierzasty" skończył solówką " Final count down", widownia oszalała. Zrobiła się wyznaczona godzina na zakończenie, ale członkowie zespołu konkurencyjnego czuli jakiś niedosyt. Kierownik, wokalista podszedł do mnie i zapytał, czy nie zgodziłbym się, żeby jego zespół mógł skorzystać z naszego nagłośnienia, bo, tu cytat: "Unser Sound ist Scheiße". Po konsultacjach z kolegami odpowiedziałem, zgodnie z zaleceniami: "jak się znajdzie parę "Crystali", to możemy wam udostępnić nasze nagłośnienie". Po chwilowej przerwie znalazł się karton "Crystali", a ja w tym czasie połączyłem oba "systemy" nagłośnienia tak, że stanowiły jeden zestaw, sterowany z mojej konsoli. Nie pamiętam, do której trwała impreza, ale sprzęt ryknął tak, że publika nie chciała nas wypuścić z tej hali. Na koniec grał jeden zespół złożony z członków wszystkich muzyków. Niemcy przygrywali podkłady, wokalista śpiewał, a "nasi" gitarzyści wymiatali swoje.

Do dzisiaj, gdy spotykam się z innymi członkami Transferu, to wspominamy, jak kierownik niemieckiego zespołu, mającego nagłośnienie 2x1600W przyszedł do akustyka dysponującego zestawem 2x300W z prośbą o umożliwienie "zagrania na lepszym sprzęcie".

 Transfer w latach 1985-1989  Transfer w latach 1985-1989  Transfer w latach 1985-1989
 Transfer w latach 1985-1989  Transfer w latach 1985-1989  Transfer w latach 1985-1989
 Transfer w latach 1985-1989  Transfer w latach 1985-1989  Transfer w latach 1985-1989
 Transfer w latach 1985-1989  Transfer w latach 1985-1989  Transfer w latach 1985-1989

© 2006-2019 Tadeusz Pawłowski

Pogodynka

  

Logogowanie